Start » Głogoczów » Multimedia » Teksty » Legendy » Matka z Przymiarku

Matka z Przymiarku

Zapewne żyją jeszcze wnuki tej kobiety, którą należy nazwać Matką z Przymiarku.

Był rok 1919. Zakończył się koszmar wojny światowej, której jeszcze wtedy nie nazwano I – szą. Żołnierze wracali do swych rodzin, żon, dzieci. Nieżonaci szybko decydowali się na zakładanie rodzin, żonatym te rodziny powiększały się. Tak było i w gospodarstwie na Przymiarku, gdzie po kilkuletniej nieobecności wrócił młody gospodarz do żony i dwójki dzieci. Nie upłynęły i trzy kwartały a na świat przyszło szczęśliwie ku radości rodziców, trzecie dziecko. Szczęście rodziny nie trwało jednak długo.

W tamtym czasie bowiem szalała w Europie i nie tylko, pandemia grypy nazywanej hiszpanką. Była to pandemia wywołana przez wyjątkowo groźną odmianę podtypu H1N1 wirusa A grypy. Pochłonęła jak się ocenia 50 do 100 mln. ofiar śmiertelnych na całym świecie. Śmierć ofiar grypy hiszpanki była w większości spowodowana wirusowym krwotocznym zapaleniem płuc, które zabijało w ciągu kilku pierwszych dni choroby. W przypadkach, kiedy pacjent przeżył pierwszą krytyczną fazę choroby, często przyczyną zgonu było bakteryjne zapalenie płuc. Nietypową cechą tej pandemii był odwrócony profil wiekowy jej ofiar. Umierali bowiem przede wszystkim ludzie młodzi i w średnim wieku. 1

Wracajmy jednak do chałpy na Przymiarku. I tu niestety dotarła zabójcza choroba. Zaledwie po kilku dniach niedomagań, ku przerażeniu i rozpaczy całej rodziny, umarła młoda gospodyni. Tragiczny był widok tego ojca prowadzącego za trumną dwoje małych jeszcze dzieci. Tragiczny widok niezręcznie kołyszącego kołyskę z najmłodszym płaczącym dzieckiem. Ten twardy żołnierz, któremu nie raz śmierć zaglądała w oczy na froncie, który widział padających w boju kolegów, albo umierających w lazaretach lub prosto w okopach, teraz siedział bezradny na zydelku ocierając łzy rękawem i tuląc pochlipujące dzieci. Ani on, ani zmarła nie mieli blisko krewnych mogących pomóc samotnemu ojcu w opiece nad tak małymi dziećmi. Przyniosła owszem sąsiadka polewki na obiad, przeprała pieluchy niemowlęciu, ale przecież na noc zostać nie mogła, bo musiała do swoich dzieci i gospodarstwa wracać. Ułożył więc jak umiał ojciec starsze dzieci na łóżku, pookrywał pierzyną. Zmęczone płaczem usnęły, ale najmłodsze utulić się nie mogło, nie czując matczynej obecności, której mu nagle zabrakło. Płakało więc żałośnie, a ojciec kołysał je, aż w końcu całkiem znużony, sam zasnął. Kiedy rano się obudził, ze zdziwieniem stwierdził, że dziecko w kołysce śpi spokojnie jakby się nawet uśmiechając przez sen… Następnego i kolejnego ranka było tak samo. Dziecko albo spało smacznie, albo wcześniej rozbudzone bawiło się spokojnie rączkami, lub rogiem poduszki uśmiechając się do siebie. Zdziwiła ojca ta nagła odmiana, a kiedy któregoś ranka na brzegu pieca znalazł ugotowaną zacierkę jeszcze ciepłą, taką jaką dzieci lubiły najbardziej, nie mógł wyjść ze zdumienia. Nikogo przecież w chałpie oprócz niego i dzieci nie było… Czy na pewno? Upłynęło kilka dni. W gospodarstwie wszystko pomału wracało do dawnego rytmu. Pewnie, że bez matki przybyło obowiązków, ale jakoś dziwnie wszystko się darzyło. A to kwoka niespodziewanie wyprowadziła stadko raźnych kurczątek, a to gęsi wylęgły się bez jednej straty. Starsze dzieci szybko nauczyły się pomagać ojcu w opiece nad najmłodszym, także i w podstawowych pracach w domu. Izba zawsze była podmieciona, naczynia umyte. Aż sąsiedzi się dziwili, że tak dobrze sobie radzą. Przede wszystkim zaś nikt już w tej rodzinie nie zachorował.

Którejś księżycowej nocy gospodarz przebudził się nie wiedzieć czemu. Przez małe okienka wpadała księżycowa poświata tak, że w izbie było prawie jasno. I nagle w owej poświacie zobaczył kobiecą postać pochylającą się nad kołyską i troskliwie kołyszącą śpiące dziecko.

- Maryś! To ty? Przyszłaś do nas? – zawołał zrywając się z łóżka. Ale postać rozmyła się i zniknęła.

- Mama była tu dziś w nocy. Sam widziałem jak kołysała Pietrusia – opowiadał rano dzieciom przy śniadaniu.

Chłopiec i dziewczynka spojrzeli na siebie niepewnie.

- Tato, my ją dawno widywali, ino my się bali powiedzieć ci, bobyś nam jeszcze nie uwierzył…

E.D.

1 Wikipedia, wolna encyklopedia – http://pl.wikipedia.

 

 

 
 
 

     


Zamknij

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w sposób dostosowany do Państwa indywidualnych potrzeb i preferencji, w celu emisji możliwie indywidualnie przygotowanej reklamy. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących przechowywania i uzyskiwania dostępu do cookies przy pomocy ustawień przeglądarki lub urządzenia końcowego, z których Państwo korzystacie. Więcej szczegółów w naszej Polityce Prywatności.